Od internetu do...

Dni spędzone ze Szczurkiem minęły mi niesamowicie szybko.
Nawet nie wyobrażacie sobie jakie to uczucie spędzać całe dni z osobą, którą zwykle ma się jedynie na ekranie komputera... Byłyśmy razem cały tydzień, chociaż połowę tego czasu musiałam dzielić się Nią z paroma innymi osobami. 

Wspomnienia z Ustki

Po długiej przerwie, wracam i opowiadam co się działo.Tak jak wcześniej pisałam, przez 10 dni byłam na obozie tanecznym w Ustce. Wierzcie mi na słowo, niemalże nie było tam czasu na cokolwiek poza wyznaczonym grafikiem, jednak to też uczy w pewien sposób systematyczności, co dobrze mi zrobiło i już wiem, że przyda mi się to w roku szkolnym, który zbliża się do nas ogromnymi krokami. 

II ZLOT CZYTELNIKÓW: POZNAŃ

19. lipca
Jeden z najlepszych, najciekawszych a zarazem najgorszych dni w roku. Jak to możliwe?
Usiądźcie wygodnie i czytajcie, bo trochę się dzisiaj rozpiszę.





Welcome Ostrów!

Cała i zdrowa, po około 6 godzinach niemal ciągłej jazdy dojechałam do Ostrowa.Podróż przebiegła całkiem przyjemnie, stres niesamowity, może ze względu na pierwszą samotna, dość długą podróż, może przez fakt, że musiałam się przesiąść w Poznaniu do pociągu, podczas gdy nigdy wcześniej tam nie byłam. 

Już za parę dni...

Dni mijają niepostrzeżenie... uwielbiam ten wakacyjny moment, w którym przestajesz zauważać podział na dni tygodnia, bo każdy dzień i tak jest wolny. Szczerze nie wierzę, że już jutro zacznę się pakować, przygotowywać do wyjazdu do Szczurka. 

Niech żyje BAL!

Zdecydowanie najlepsza szkolna uroczystość. 
Bal gimnazjalny (w niektórych regionach komers) to wydarzenie, które na pewno zapamiętam przez długi czas. Początkowo nie miałam ochoty nawet na niego iść. Koniec roku, poprawianie ocen, najchętniej nie poszłabym w ogóle.





Military team- czyli ostatnia wspólna wycieczka

Spędzanie wspólnie ostatnich chwil jest dość względną przyjemnością. 
Z jednej strony cieszymy się z końca szkoły, zbliżających się wakacji, z drugiej jednak nie możemy pogodzić się z tym, że to ostatnie chwile w takim składzie. Świetnym składzie. 
Przez te trzy lata zdążyliśmy się do siebie bardzo zbliżyć, a u sporej grupy nauczycieli uzyskać miano najbardziej zgranej klasy.
W tym roku postanowiliśmy postawić już na pewnego rodzaju standard i po raz kolejny wyjechać na 3-dniową wycieczkę nad jezioro. Długie to strzał w dziesiątkę. Kadra i opiekunowie nie dali nam się nudzić. Masa zajęć różnego rodzaju, tak aby każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Ważną cechą ośrodka obozowego jest także elastyczność organizatorów. Jeśli coś Ci nie pasuje- rób co innego. Wszystko było jednak zorganizowane w taki sposób, że chociażby początkowa myśl "nie zrobię tego", przeradzała się w "ja chcę jeszcze raz"
Jak widać na załączonych zdjęciach- trampolina stała się jednym z najbardziej obleganych miejsc. Może to dlatego, że to właśnie tu, objawiały się magiczne moce?...
Podsumowując ten krótki treściowo post, jest mi niesamowicie przykro, że były to jedne z ostatnich chwil z klasą. Mam nadzieję, że nowa będzie chociaż w połowie tak świetna jak obecna.

 + 12.06 Bal

hello warsaw

 Dzień spędzony w Warszawie był jednym z najlepszych w tym roku. Dokładną relację z tego co działo się podczas spotkania znajdziecie u Szczurka, ja jednak opiszę Wam to z trochę innej perspektywy, mianowicie przed i po spotkaniu z nią. 
1 czerwca około 12 wyjechałam z Różana, na miejscu byłam przed 14. 
Wielkie zamieszanie, co robić, gdzie iść, jak ich wszystkich znaleźć. Całe szczęście, że Złote Tarasy znajdują się tuż przy metrze, przy którym wyrzucili mnie chłopcy, podwożący mnie po drodze na mecz. 

Pierwszy telefon- Szczurek.
Jej głos wypełnił mnie takim szczęściem, że nabrałam nowej motywacji do poszukiwań, które już po chwili odniosły skutek. Pierwsze spojrzenie i jakbyśmy biegły po najcenniejszą nagrodę na świecie... Pierwsze straty- podczas rzucania się na siebie myszce spadł zegarek, ale nawet to nie popsuło nam humorów.  
Czas spędzony z Nią leciał szybciej niż kiedykolwiek. Przy okazji poznałam mnóstwo innych, świetnych osób. 
Co do szybkiego zlotu- niesamowicie cieszymy się i dziękujemy, że przyjechałyście, jednocześnie przepraszamy za to, że miałyśmy tak mało czasu.
Nadszedł czas pożegnania. Zdecydowanie najgorszy moment tego dnia, starałam się jak mogłam by nie płakać, jednak w tej sytuacji nie było to możliwe, mina mówiąca "nie zobaczymy się tak szybko" mówiła wszystko. Powstrzymywanie łez nawet mi się udało, ale po opuszczeniu stacji coś we mnie pękło. 
Tuż przed odjazdem dostałam od Szczurka bransoletkę. Pomijając jej cudowny kolor jej magia polega głównie na tym, że Ona ma taką samą. Za każdym razem gdy patrzę na nadgarstek przypominają mi się te 3 i pół godziny razem spędzone. 
Dziękuję za wszystko, kocham.

Cisza przed burzą

Zacznę od rzeczy obecnie dla mnie najważniejszej.. JEST WAS JUŻ TYSIĄC! 
Niesamowicie mnie to cieszy, postaram się coś z tej okazji wymyślić w ramach podziękowań, ale na to potrzebuję jeszcze trochę czasu. 
Czasami są takie dni, że nie chce nam się kompletnie nic, a zdanie innych nie obchodzi nas wcale. W takim czasie najlepiej ubrać wygodną (zazwyczaj za dużą) bluzę. Dzisiaj przyszedł właśnie taki dzień. Niesamowity spokój wyczuwalny aż do godzin wieczornych..

Boję się burzy? Ależ skąd..
Pierwszy huk, a ja podskoczyłam jak porażona prądem. Oczywiście mój odważny, wierny fotograf  najchętniej parsknąłby śmiechem, ale że dobry z niego przyjaciel, zachował pogardliwe uwagi dla siebie. Pogoda szalała coraz bardziej, więc żeby zachować wszelką ostrożność odłączyliśmy wszystkie sprzęty elektroniczne. Co w takim wypadku robić? Na pewno nie bawić się świeczkami.. no chyba, że ręce są Wam już zbędne, wtedy okej. 
Biedne, znudzone dziecko wpatrzone w zapłakane deszczem okno. 
Widok tak smutny, że dla osoby wrażliwej jak ja, nie do zniesienia. Lekko się uspokaja, deszcz już tylko delikatnie kropi, po co oglądać wszystko przez szybę. Czasem powinniśmy zapomnieć o wszystkim, wyjść z domu, bez względu na to jaka jest pogoda i skupić się na tym co czujemy. Bieganie po mokrej trawie, sięgającej po kolana..."O fu, mokro", "weź jak Ty wyglądasz?!", "będziesz chora" STOP
Nikt za Ciebie życia nie przeżyje, więc czemu słuchasz takich opinii? No chyba, że mówią Ci to rodzice. Z doświadczenia większość z Nas wie, że bardzo często mają rację.. Ale wracając do reszty. Nie oszukujmy się. Połowy rzeczy, które chcesz zrobić, ale ich nie zrobisz, zostawiasz tylko dlatego, że inni mogą sobie o Tobie źle pomyśleć. 
Wspomnienia kontra opinia innych
Wybór należy do Ciebie

Na koniec chciałam napisać, że pewna czytelniczka założyła na fb fandom...
Bardzo mi z tego powodu miło i serdecznie jej dziękuję, a jeśli Wy także chcecie popisać na forum z innymi czytelniczkami lub po prostu do tego należeć, ZAPRASZAM
-> FACEBOOK <-

Obietnica

Testy już za mną...
ostatniego dnia, według mojej mamy, przypominałam dziewczynę z filmu pt. "Obietnica" (na którym zresztą jakiś czas temu byłam i szczerze wolałabym nie być z nią kojarzona, chociaż film uważam za naprawdę bardzo dobry, chociaż słyszałam wiele negatywnych komentarzy na jego temat).  Wracając, jednocześnie kończąc na jakiś czas temat testów, myślę, że nie poszły mi one źle, podczas sprawdzania odpowiedzi, zdałam sobie sprawę z tego, że każde źródło podaje inne, więc przestałam się tym w jakikolwiek sposób przejmować. Obecnie pracuję na jak najlepsze oceny na koniec.
Odpoczynek po testach? Zabawne.. 
Mam wrażenie, że nie zmieniło się zupełnie nic, wciąż z niczym się nie wyrabiam, nadal jestem zmęczona, na bieżąco wynajdują się sprawy, którymi można się przejmować. To już się chyba nie zmieni.
Takiego pocieszającego smsa dostałam tuż przed pójściem do sali, na której odbywały się testy. Motywacja świetna.
Mam nadzieję, że trzecioklasiści poradzili sobie świetnie, a reszta wypoczęła po świętach i wracają z nowym zapałem do pracy.
Myślę, że powoli będę mogła wrócić do systematycznego pisania, bo tematów mam dla Was mnóstwo, z czasem i możliwościami wykonania ich, już trochę gorzej.  W piątek bardzo ważna uroczystość, jednak co to będzie, zostanie póki co tajemnicą.

A jeśli macie sprawdzone przepisy na czekoladki i chcielibyście zobaczyć moje zmagania kulinarne, piszcie w komentarzach, na facebooku lub mailu! :) 

Kilometry nie istnieją?

Ostatnio zauważam coraz więcej przyjaciółek, które poznają się w internecie, a po pewnym czasie przyjeżdżają do siebie, ciesząc się swoją obecnością, bliskością. Łezka się w oku kręci, gdy oglądam zdjęcia podpisane "wreszcie razem", coś wspaniałego.."Internetowej przyjaciółki" nie mam, moja Łucja zbyt blisko mnie nie mieszka, ale czym są kilometry? Na pewno nie przeszkodą na drodze do przyjaźni. Poznając się na obozie tanecznym prawie dwa lata temu nie sądziłyśmy raczej, że spotkamy się ponownie, głównie ze względu na odległość między nami, nie mogło się jednak bez tego obejść. Swoim sposobem bycia, spontanicznością i optymizmem dopełniamy się całkowicie. Działamy na siebie jak przedawkowana czekolada :) Przyjaźń jak i miłość na odległość jest w stanie przetrwać tylko wtedy, gdy obie osoby ją pielęgnują. Czy warto próbować? Zdecydowanie tak! 

fot. Adaś
katana- GOD WILL COME
t-shirt- h&m
legginsy- h&m
converse

Co do katany, którą mam na sobie, to jakiś czas temu, pierwszy raz zaryzykowałam zakupy w sklepach na facebooku i jestem bardzo zadowolona, wysyłka i kontakt- zero zastrzeżeń. Szczególnie polecam tą firmę, na ich stronce można znaleźć wiele oryginalnych ubrań, za niewielką cenę- wielki plus! 
A co słychać u mnie? Dzisiaj wstałam o ósmej, od dziewiątej dni otwarte w trzech szkołach, każda z nich w pewien sposób mnie zainteresowała, z tego co mi wiadomo, dni otwarte mają pomóc nam w wyborze szkoły średniej, u mnie spowodowały większy mętlik w głowie niż miałam. Na chwilę obecną jedyną pewną rzeczą jest liceum, a przedmiotem, który rozszerzam na 100% jest język polski. O swoich przemyśleniach dotyczących przyszłości, dalekiej i bliskiej mogłabym pisać i pisać, dlatego myślę, że pod koniec roku szkolnego poświęcę temu osobny post. W przyszłym tygodniu możliwe, że nocka z Łucją, więc kolejna dawka zdjęć, może filmików, przed Wami.

Sweet sixteen

W  Stanach Zjednoczonych, Kanadzie oraz w Ameryce Północnej szesnaste urodziny są obchodzone bardzo hucznie, charakteryzują je przepych, przyjęcia, przesadzone sukienki i niesamowicie drogie prezenty. Całe szczęście, że w Polsce wygląda to zupełnie inaczej i są to urodziny jak każde inne (chociaż o moich nie da się tak powiedzieć przez kreatywność moich przyjaciół...). Mam wrażenie, że wszystko tam kręci się wokół prezentów, ja uważam, że urodziny powinno się spędzać z najbliższymi, może dlatego te wielkie przyjęcia mnie nie interesują. Z całą pewnością mogę napisać, że były to najlepsze urodziny w moim życiu. 
Wszystko zaczęło się w czwartek na tańcach. Zanim dotarłam na zajęcia, zadzwonił do mnie Jędrek. Powiedział żebym odezwała się jak będę blisko, wyszedł po mnie, zaprowadził pod salę, otworzył przede mną drzwi i... Na sali było ciemno. Nagle gdzieś na środku zaświeciły się iskry świeczki. Zapaliło się światło, zobaczyłam Maćka, Steveena i... Adama, Stasia i Dawida, których nigdy bym się tam nie spodziewała. Przez łzy zobaczyłam jeszcze tylko wielkiego misia, konfetti i czekoladowy torcik. Niespodzianka się udała, a przez dobre pół godziny nie mogłam opanować płaczu. 

Kolejne niespodzianki czekały mnie już dwa dni później, czyli w sobotę. Nie miałam zamiaru zapraszać wielu osób, chciałam tylko najbliższych przyjaciół, chociaż nie było to takie proste ze względu na to, że jest takich osób wiele a ja mogłam ograniczyć się do dziesięciu (co i tak na wyprawianie ich w domu jest sporo). Nie chcę się rozpisywać, co robiliśmy itd, nie mam nawet zbyt wielu zdjęć. Jak wspomniałam wcześniej kreatywność moich przyjaciół nie ma granic, Stasiu przyszedł do mnie w sutannie, Dawid w stroju Napoleona (chociaż jednogłośnie uznałyśmy z mamą, że bardziej przypominał Małego Księcia). Nie robiliśmy nic konkretnego (w sumie jak zawsze...). Świetne uczucie nie robić nic i jednocześnie nie być znudzonym. Receptą na to są po prostu odpowiedni ludzie :)
Dostałam również masę cudownych prezentów, z czego nie pokażę wszystkich, bo nie chcę by wyglądało to jak ostatni post typu "co dostałam". Niektórzy zadali sobie wiele trudu, poza tymi "materialnymi" prezentami dostałam także najcudowniejsze na świecie nagrania, piosenki, zdjęcia za co serdecznie dziękuję
.

Na koniec dziękuję Wam za wszystkie życzenia, na fb, mailu, blogu i asku.. nie spodziewałam się ich aż tylu, dziękuję! +może uda mi się skleić jakiś filmik urodzinowy, ale nic nie obiecuję ze względu na to, że mam niesamowicie mało czasu.. testy już za dwa miesiące ..

Feriowe śniadanie

Nie ma nic lepszego niż śniadanie o godzinie 11, w towarzystwie świetnych przyjaciół... o których przyjściu kompletnie zapomniałam. Zaczynając od początku...
 Obudził mnie przeraźliwy huk. Byłam niemalże pewna, że ktoś chciał wybić mi okno, jednak po chwili przypomniałam sobie, że na dworze wciąż jest mnóstwo śniegu, a jakaś jego część właśnie spływa po moim oknie, w celu gwałtownej pobudki- udało im się. Nieprzytomna, otworzyłam drzwi Dawidowi i Stasiowi, po czym usłyszałam radosny głos pierwszego "Cześć Kaila, przyszliśmy na śniadanko!". Rodem z książki M. Musierowicz "Opium w rosole". Otwierając na zmianę jedno, później drugie oko, bo nawet nie miałam siły otworzyć dwóch na raz (...) naszykowałam moim niespodziewanym gościom śniadanie, po czym poszliśmy je zrzucić na basenie. Uwielbiam ferie... :)

Całkowicie naturalna i niewsypana. Ostatnie dni spędzałam bardzo aktywnie. W ciągu 5 dni wykorzystałam 3 dniowy karnet na siłownię, byłam 2 razy na basenie i raz na treningu (tańce). Jak na mnie to naprawdę nieźle, po każdym dniu czułam się świetnie i gdyby nie to, że jestem w trzeciej klasie i mam strasznie mało czasu to chodziłabym na siłownię i basen codziennie. 

A teraz lecę realizować moje tajne plany, do zobaczenia Robaczki!
+ 16 dni do 16 urodzin

Happy New Year!

Ostatni post w tym roku, postanowiłam wrócić do korzeni... dawno nie było zdjęć z Łucją, nie sądzicie? ;) 
Stali czytelnicy oraz osoby przeglądające mój kanał na youtube na pewno Łucję znają, często piszą do mnie prosząc o posty z nią, więc na koniec roku uznałam, że najlepszym pomysłem będzie szybka sesja z tym najukochańszym Robaczkiem... który przyjechał do mnie z dziesiątym (nie, nie żartuję) gipsem. Ja wielka stylistka postanowiłam wykorzystać ją do stworzenia outfitu, z jej nowymi cudownymi Martensami, czego efekty zobaczycie już za chwilę. Co do planów na dzisiaj, właśnie czekamy na naszego dzisiejszego fotografa Adama oraz kilka innych osób, które niedługo do mnie wpadną (nie powiem kogo, bo szczerze sama nie wiem, pełen spontan...). Mam nadzieję, że Wy jesteście dzisiaj bardziej ogarnięci, bo ja zaczynam tracić świadomość co się wokół dzieje. Korzystając z okazji, że za parę godzin będziemy pić (oczywiście zero alkoholu...), bawić się i szaleć chciałam Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia 

Szczęśliwego Nowego Roku, wielu sukcesów, 
obyście się nigdy nie nudzili (szczególnie przeglądając mojego bloga), 
zdrowia i wszystkiego czego sobie zażyczycie Kochani!

 sweterek- sh
naszyjnik- New Yorker
t-shirt- h&m
szorty- River Island 
air force one nike

katana- house 
t-shirt- Stradivarius
spodnie- Cubus
Martensy 

Przy okazji, bardzo bardzo dziękuję za 700 like na fanpagu na facebooku, miła niespodzianka ;)
Oraz 80tys wyświetleń, które licznik pokazał dwa dni temu. Jesteście świetni, uwielbiam Was i dziękuję za wszystko!  Co do postanowień noworocznych... Myślę, że opublikuję je w kolejnym poście, bo jest się nad czym zastanawiać ;)